Najpierw padł Ubisoft, teraz Electronic Arts

Durnota przemysłu rozrywkowego nie zna granic. Przeciwnicy restrykcyjnych zabezpieczeń DRM w grach, które wymagają bycia ciągle online mają ostatnio okazję śmiać się szyderczo pod nosem. Najpierw padły serwery DRM Ubisoftu, a dziś rano problemy miały podobne serwerki Electronic Arts.

Uczcijmy jednak minutą ciszy wszystkich tych graczy, którzy zakupili swoje legalne kopie gier w sklepach i teraz zostali nabici w butelkę bo ich gry nie działają z „przyczyn niezależnych”, czyli z winy producentów. Współczujmy koleżankom i kolegom graczom, którzy nie mogą cieszyć się z wirtualnej rozrywki.

Nowe DRMy wymagające od gracza bycia cały czas online to najgłupsza forma zabezpieczenia jaką można było wymyślić.

Mam jednak cały czas na uwadze swój punkt widzenia. Swój, czyli potencjalnego klienta zainteresowanego tymi i owymi produktami. Z punktu widzenia korporacji wymaganie stałego połączenia z siecią to dobra rzecz. Autoryzacja online plus ściąganie na bieżąco fragmentów gry to niezłe zabezpieczenie, przynajmniej na pewien czas. Nie można wykluczyć, że inni producenci i wydawcy pójdą w tą stronę i niejako zmuszą graczy to zaakceptowania tego rozwiązania.

Nie ma nic złego w wymaganiu stałego połączenia z siecią. Korzysta z tego wiele gier takich jak Counter Strike, World of Warcraft, itd. Jednak to są gry nastawione na rozgrywkę sieciową. W ich przypadku sprzedaje się mniej lub bardziej „dostęp do gry” a nie samą grę.

Tymczasem Ubisoft i jemu podobni będą nam nieustannie próbowali teraz wciskać „gry” typu Assassin’s Creed 2 czy Settlers 7 z bardzo restrykcyjnym systemem DRM.  A powinni sprzedawać „dostęp do gry”. Co to bowiem za „gra”, która w trybie single-player wymaga ciągłego połączenia z Internetem? To gra sieciowa lub aplikacja umożliwiająca dostęp do gry. Porównajmy dalej. Kupując „grę” od Ubisoftu możemy grać tylko wtedy gdy serwery działają. Save’y są przechowywane na serwerze. Czy to nie przypomina gier online? Dalej. Możemy zainstalować „grę” na dowolnym komputerze [ale łaska ze strony producenta], potem tylko logowanie na koncie i możemy grać. Czy to nie jak w grze online?

Skoro między „grą” od Ubisoftu a grą online taka mała różnica [szczerze, ja już chyba nie widzę różnicy], to dlaczego Ubisoft twierdzi, że sprzedaje nam grę, jeśli w rzeczywistości sprzedaje dostęp do gry? W moim subiektywnym (i negatywnym) odczuciu Ubisoft i jemu podobni po prostu robią klientów w konia. Star Trek Online to chociaż wiadomo, że to gra online. Assassin’s Creed 2 Online lub Settlers 7 Online to już by nie było problemu. Ale tak jak teraz?

Gdy usłyszałem o nowych Settlerach 7 pomyślałem sobie „czemu nie”. Dano nie grałem w ten tytuł, może się zainteresuję. Ale skoro gra będzie ode mnie wymagać stałego połączenia z siecią tylko po to abym mógł sobie sam ze sobą pograć w wolny wieczór? A co gdy wyjadę na wakacje na to moje zadupie gdzie sieci nie ma? Będę się w niebo gapić? (nawiasem mówiąc zdarzało mi się, gwiazdy w bezchmurną noc są super)

Producenci robią sobie z nas jaja. Wciskają nam gry offline, single-player, które mają wymagania jak gry online. To przecież oszustwo. Tłumaczenie się, że to po to by ograniczyć piractwo mnie nie przekonuje. Takie restrykcyjne podejście (DRM) uderza przede wszystkim w uczciwych klientów, którzy jednak nie chcą być na łasce i niełasce korporacyjnych serwerów. Nie po to kupują gry offline, aby wymagało się od nich stałego połączenia z Internetem.

Najlepszym sposobem na walkę z tym negatywnym zjawiskiem jest głosowanie portfelem. Omijajcie szerokim łukiem wszelkie gry zawierające DRM i inne podobnie restrykcyjne zabezpieczenia. Nie tylko nie kupujcie ich, ale też ściągajcie pirackich kopii. To ich nie zaboli. Wręcz przeciwnie – korporacje się ucieszą, bo piraci dadzą im dowód w postaci liczb w tabelkach pokazujących ile to niedobrych piratów jest i że trzeba dalej i mocniej zabezpieczać gry. Nie tędy droga. Tak ostro zabezpieczone gry po prostu omijajcie. Może za rok, czy dwa ukaże się już wersja bez zabezpieczeń.

Nie kupujcie, nie piraćcie. Tak zabezpieczone gry, traktujcie jak powietrze. Nie ma ich, nie istnieją. Może słabe wyniki sprzedaży i nikły stopień piractwa da komuś do myślenia.

krl

taki tan zwykły gość ;)

Może Ci się również spodoba

Masz coś do powiedzenia? Dawaj...